piątek, 30 września 2011
Nasi w waszyngtońskim National Geographic

Czerwiec 2006 r. Krakowscy archeolodzy zaglądają do grobowca. Fot. Robert SłabońskiTo niesamowite, ile zamieszania i zamętu może wywołać jeden artykuł w National Geographic... Na szczęście - zamieszanie i zamęt przydadzą się, kiedy szefowie misji do Nakum będą zabiegać o pieniądze na sfinansowanie następnych wypraw.

Ale, po kolei: we wrześniowym amerykańskim wydaniu NG ukazała się publikacja o odkryciu przez krakowskich archeologów grobowca majańskiej królowej sprzed około 2000 lat. Jasne, supersensacja. Tyle że odkrycia dokonano pięć lat temu.

Ale jest w tekście GN coś, co pozwala przypomnieć to wydarzenie... Otóż Jarek Źrałka, Wiesław Koszkul, Bernard Hermes i Simon Martin, o których pisałam na tym blogu, właśnie teraz opublikowali w Antiquity artykuł na ten temat.

Oba materiały są ilustrowane wspaniałym zdjęciami Roberta Słabońskiego. Pokazywałam je już i na blogu i przy rozmowie z Jarkiem i Wieśkiem - o tym wlaśnie królewskim grobowcu - sprzed kilku lat, ale, co mi szkodzi to przypomnieć?

Zwłaszcza że teraz, po tekście w NG, informacja pojawiła się - jako news, oczywiście - w różnych zagranicznych mediach, jak np. w Daily Mail

 

Szczątki władczyni. Fot. Projekt Archeologiczny Nakum

Na zdjęciu wyżej: 2006 rok. Archeolodzy zaglądają do właśnie odkrytego grobowca. Na zdjęciu w środku: Szczątki kobiety - prawdopodobnie majańskiej władczyni - sprzed około 2000 lat. Niżej: jadeitowy pektorał

Jadeitowy pektorał i koraliki. Fot. Robert Słaboński

Zdjęcia: Robert Słaboński i Projekt Archeologiczny Nakum

11:52, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 sierpnia 2011
Yaxha, znaczy niebieska lub zielona woda

Pejzaż wokół Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Pejzaż wokół Yaxha

Archeolodzy dobrze znają to duże i ważne stanowisko. Yaxha, malowniczo położone nad jeziorem o tej samej nazwie, było jednym z największych miast Majów w Gwatemali. Leży około 11 kilometrów na południe od Nakum (pod drodze z Santa Elena do Nakum). - Z całą pewnością w czasach Majów istniały silne kontakty między obydwoma miastami, a Nakum zapewne było zależne od Yaxha – napisała mi Kasia.

Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Yaxha

W ostatnich latach Yaxha było intensywnie badane przez Bernarda Hermesa. Mimo to zostało tam jeszcze wiele do zrobienia. To miejsce jest wyjątkowe pod wieloma względami. Jeden z nich to ten, że miasto ma oryginalną nazwę z czasów prekolumbijskich. - Innym stanowiskom z reguły nadawane są nazwy współczesnie. W tym przypadku jednak został odczytany hieroglif z napisem Yax-ha - powiedział mi Jarek. W książce, „W krainie czerni i czerwieni. Kultury prekolumbijskiej Mezoameryki”, którą napisał do spółki z Justyną Olko, wyczytałam, że yax znaczy zielony lub niebieski, a ha – woda.

Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Yaxha

Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Z tej samej książki dowiedziałam się, że centralną część miasta zajmuje tzw. Akropol Północny złożony z trzech potężnych piramid. Największa z nich, po bokach której stoją dwie nieco mniejsze, ma ponad 30 metrów wysokości. Jej szczyt wieńczy niewielka piramidka i dwie platformy, których fasady zdobią maszkarony.

Jarek i Kasia w Yaxha. Robert tradycyjnie robi zdjęcia. Fot. Robert Słaboński

Jarek i Kasia w Yaxha. Robert tradycyjnie robi zdjęcia

Do budowy Akropolu Północnego Majowie zużyli około miliona metrów sześciennych ziemi, kamieni i zaprawy. Fasadę ogromnej platformy na której stoją te trzy piramidy ozdobili wykonanymi w stiuku rzeźbami mistycznych istot.

Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Yaxha

Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Zdjęcia: Robert Słaboński

11:23, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 sierpnia 2011
Poza Maya – raj rabusiów

Jarek zagląda do jednego z głębokich wkopów rabunkowych na stanowisku Poza Maya. Fot. Robert Słaboński

Na pierwszym planie Kasia Radnicka. Jarek Źrałka zagląda do jednego z głębokich wkopów rabunkowych na stanowisku Poza Maya

Jarek w ofromnym wkopie zrobionym przez rabusiów. Fot. Robert SłabońskiPoza Maya to stanowisko leżące w połowie drogi między Yaxha i Nakum. - Zawsze je omijaliśmy, bo nie mieliśmy czasu, by choć tam zajrzeć - napisała mi w jednym z maili Kasia Radnicka.

W tym roku jednak - w ramach weekendowych wycieczek i dokumentowania graffiti - ten czas wreszcie się znalazł.

Jarek: - Te niewielkie ruiny do dziś badano tylko sondażowo. Zniszczyli je rabusie. Najważniejsze budowle - zwłaszcza piramidy – dosłownie są przeszyte wkopami z wszystkich stron.

- Na zdjęciach widać potężne wkopy rabunkowe, przecinające budowlę od szczytu do podstawy. Rabusie, gdyby mogli, to pewnie rozebraliby piramidę do cna. Archeolodzy dokumentują te zniszczenia, zabezpieczają budowle na ile się da i czekają na lepsze czasy z wykopami – dodała Kasia.

Sondażowe badania pokazały, że Poza Maya przeżywała wielki rozkwit w tzw. wczesnym okresie klasycznym (ok. 250-600 n.e.) a więc wtedy, kiedy nastąpiła niewielka stagnacja w sąsiednich Nakum i Yaxha. - Możliwe że na skutek jakichś kryzysów politycznych dynastia królewska - albo jej część - przeniosła się do Poza Maya – przypuszcza Jarek. - Stanowisko słynie głównie dzięki wielkiemu zbiornikowi na wodę, który wygląda niesamowicie z lotu ptaka. Jakieś dziesięć lat temu miałem okazję zrobić jego zdjęcia z helikoptera. Widok piorunujący: ocean zieleni i na środku niewielki kwadracik - to właśnie ta aguada - miejsce do przechowywania wody pitnej i może też wody, której używano do nawodnienia pól.

Okolice Poza Maya. Fot. Robert Słaboński

Okolice Poza Maya

Poza Maya i okolice. Fot. Robert Słaboński

Poza Maya i okolice. Fot. Robert Słaboński

Poza Maya i okolice. Fot. Robert Słaboński

Poza Maya i okolice. Fot. Robert Słaboński

Jutro będzie o wycieczce do Yaxha, potem - do San Clemente, a na koniec - rarytas. Niespodzianka.

Zdjęcia: Robert Słaboński



czwartek, 21 lipca 2011
Ten, który zawsze był niewidzialny

Archeolog Jarek Źrałka (z lewej) i fotograf Robert Słaboński

Archeolog dr Jarek Źrałka (z lewej) i fotografik Robert Słaboński

Robert SłabońskiMam cały pakiet zdjęć do których Jarek Źrałka dorzucił mi wczoraj garść informacji. Zanim je jednak opublikuję pokażę tego, który był dotąd wielkim nieobecnym na tym blogu. A raczej niewidzialnym, bo krył się za aparatem fotograficznym. To oczywiście Robert Słaboński. Autor większości zdjęć, które tu zamieściłam. I nie tylko tu - na blogu z Tell el-Farcha w Egipcie także.

Wkrótce zamieszczę kolejne zdjęcia zrobione przez Roberta.

Zdjęcia: Projekt Archeologiczny Nakum

Robert Słaboński

18:25, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 lipca 2011
Graffiti Majów, podobnie jak współczesne, bywały beznadziejne

Przerysowywanie prekolumbijskich graffiti w Nakum. Na zdjęciu 
Marcin Bartoszek, Katarzyna Radnicka i Joanna Religa. Fot. Robert 
Słaboński

Przerysowywanie prekolumbijskich graffiti w Nakum. Na zdjęciu Joanna Religa (od lewej), Katarzyna Radnicka i Marcin Bartoszek. Kasia powiedziała mi, że graffiti przerysowywane jest zwykle na folię mazakiem do CD

Graffiti z Yaxha. Fot. Robert SłabońskiO tym, że Jarek Źrałka szczególnie interesuje się prekolumbijskimi graffiti Majów pisałam już relacjonując ubiegłoroczny sezon wykopaliskowy w Nakum. Badania rozpoczął już w 1999 roku wraz z dwójką archeologów – Justyną Olko z Warszawy i Bernardem Hermesem z Gwatemali. Opisali je w kilku artykułach zamieszczonych w meksykańskich, niemieckich i hiszpańskich pismach naukowych. - Ale i tak tylko niewielka część tych graffiti została do dziś opublikowana – powiedział mi kilka dni temu Jarek. - Dlatego teraz uzupełniamy starą dokumentację i robimy nową tych rysunków, które zostały niedawno odkryte.

Przyda się bardzo do habilitacji, którą przygotowuje, a która poświęcona będzie właśnie prekolumbijskim graffiti Majów. I pomyśleć, że przez dziesiątki lat naukowcy w ogóle się tym nie zajmowali, wychodząc z założenia, że to bazgroły dzieci, albo pospólstwa z prowincji, które zasiedliło opuszczone przez elity pałace.

Teraz Jarek przygotowuje katalog wszystkich stanowisk, na których graffiti się znajdują. W tym roku przejrzał więc ponownie wszystkie miejsca z rysunkami w Nakum i pobliskim Yaxha, by zrobić lepszą dokumentację. - Robert zrobił też zdjęcia w podczerwieni – opowiada Jarek. - Większość graffiti na tych stanowiskach jest wyryta, ale część została wymalowana, zwykle czarną farbą. To malowane graffiti znacznie lepiej widać na zdjęciach w podczerwieni niż na zwykłych. Jest na nich masa szczegółów.

Robert dodał, że to dlatego, że w podczerwieni widać nawet te resztki pigmentu, których nie dostrzega ludzkie oko.

Graffiti z Yaxha. Fot. Robert Słaboński

Graffiti z Yaxha. Również na zdjęciu wyżej

Zdaniem Jarka duża część malowanych graffiti ma raczej „młodą metrykę”. - Ale nie ma reguły – zaznacza. - Często takie malowane graffiti znajdowane są również we wczesnym kontekście.

Malowane czarną farbą graffiti na ścianie jednej z budowli w Nakum w  podczerwieni. Fot. Robert Słaboński

To samo graffiti widoczne gołym okiem. Fot. Robert Słaboński

 

 

 

Wyżej, na zdjęciu lewym, graffiti malowane czarną farbą na ścianie jednej z budowli w Nakum, sfotografowane w podczerwieni. Obok to samo graffiti widoczne gołym okiem

Jarek i Robert podczas fotografowania graffiti. Fot. Projekt Archeologiczny NakumPytałam, po co to ludzie robili? - Teorie są różne- odparł Jarek. - Ale mi wydaje się, że chodzi po prostu o jakiś rodzaj ekspresji osobistej. Wśród graffiti dużo jest scen narracyjnych: pochody, procesje religijne... Najwyraźniej są to te fragmenty wydarzeń, które wywarły największe wrażenie na widzach, najmocniej zapadły im w pamięć.

Zdaniem Jarka, w Nakum i w Yaxha autorami większości graffiti wyrytych krzemiennymi lub obsydianowymi przedmiotami na stiukowych ścianach pałaców byli mieszkańcy tych budowli: - Wskazuje na to tematyka obrazów. Mogli je zrobić tylko ci, którzy znali te wydarzenia i związaną z nimi symbolikę. Musieli więc to być przedstawiciele elit Majów. Bo większość graffiti przedstawia po prostu sceny z ich życia.

Jarka w graffiti Majów fascynuje to, że można w nich zobaczyć rzeczy, których bardzo często nie znajdziemy w przedstawieniach oficjalnych np. na kamiennych stelach czy ołtarzach. Przykłady? - To choćby rysunki o charakterze erotycznym, akty seksualne, dużo przedstawień atrybutów płciowych męskich, a zwłaszcza żeńskich – opisuje. - Na oficjalnych malowidłach ich nie ma, a procesje zdarzają się bardzo rzadko.

Nie każde graffiti wzbudza podziw Jarka. - Część jest zwyczajnie prymitywna i prosta – opowiada. - Ale zdarzają się wyszukane, zbliżone do malowideł a nawet płaskorzeźb i scen przedstawionych na pięknie polichromowanej ceramice Majów.

Grffiti. Fot. Robert Słaboński

Grffiti. Fot. Robert SłabońskiGraffiti odkryte dotąd w Nakum są już obfotografowane i przerysowane. Które są nie tylko najciekawsze, ale też najładniejsze? - Szczególnie piękne pochodzą z Yaxha – mówi Jarek. - Przedstawia ogromną procesję. Na jej początku jacyś ludzie niosą sztandary, parasole. Za nimi idzie człowiek, który zdaje się kierować grupą niosącą lektykę z władcą. Robert zrobił temu graffiti bardzo dobre zdjęcia. Wiele przykładów graffiti udało nam się w tym roku zadokumentować również należącym na zachód od Yaxha stanowisku San Clemente. Wśród nich są przedstawienia ludzi, zwierząt, atrybutów seksualnych a także odciski ludzkich rąk w czerwonej farbie.

Większość graffiti odkrytych w Nakum, Yaxha i San Clemente datowanych jest na tzw. schyłkowy okres klasyczny (ok. IX-X w. n.e.). Jest też grupa przedstawień (zwykle wykonane są czarną farbą), które powstały później, w okresie postklasycznym, kiedy elity odeszły z miasta.

Dużo informacji o graffiti Majów można znaleźć na stronie instytutu archeologii UJ.

Zdjęcia: Robert Słaboński i Projekt Archeologiczny Nakum

10:59, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 czerwca 2011
Jeszcze o laborce i... uroczej włochatej sąsiadce

Kasia Radnicka w laboratorium. Prawda, że pieknie prezentuje naczynia posklejane przez Tona Contrerasa? Fot. Robert Słaboński

Kasia Radnicka w laboratorium. Prawda, że pięknie prezentuje naczynia posklejane przez Tona Contrerasa?

Kasia Radnicka z kolejnym posklejanym naczyniem. Fot. Robert SłabońskiPowoli kończy się tegoroczny sezon prac w Nakum, a właściwie w laboratorium w Santa Elena. Jarek jest już w Krakowie. Do Gwatemali wróci jednak w połowie lipca, wiec cały czas bedzie jeszcze o czym pisać. Kasia z kolei jest już zapewne w drodze do Krakowa, a Robert... Robert jeszcze tkwi w bazie w Santa Elena i fotografuje, bo lot do Polski ma dopiero za kilka dni.

Kasia tuż przed wyjazdem - mimo nawału prac, ostatnich spisów, notatek, segregowania i porządkowania ceramiki - zdołała wraz z Robertem przysłać mi kilka zdjęć z laboratorium. Ponieważ ciągle dręczyłam ją pytaniami, co tam robi, napisała mi w końcu tak:

„Pytałaś o prace w laborce. Niestety jest wyjątkowo niefascynująca, bo tak naprawdę nie robimy nic innego niż do tej pory. Studenci skończyli analizować ceramikę, Tono konserwuje resztki z naszej ceramicznej kolekcji, a Robert fotografuje.”

I jeszczeSąsiadka archeologów. Fot. Robert Słabonski ciekawostka:

„Ostatnio odkryliśmy, że przez dłuższy czas mieliśmy uroczą, włochatą sąsiadkę, która ulokowała się tuż obok drzwi do naszego pokoju. W małej dziurce między płytami zamieszkała tarantula. Postanowiliśmy nazwać ją Tekla, bo to takie tradycyjne pajęcze imię :)”

Kasia w laboratorium wśród zbudowanych przez Marcina regałów zapełnionych skrzynkami z ceramiką. Fot. Robert Słaboński

Kasia w laboratorium wśród zbudowanych przez Marcina regałów zapełnionych skrzynkami z ceramiką.

Zdjęcia: Robert Słaboński i Projekt Archeologiczny Nakum



16:35, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 czerwca 2011
Tono, mistrz rekonstrukcji i konserwacji

Tono Contreras, zatrudniany w tym sezonie przez szefów Projektu Archeologicznego nakum, ma 30-letnie doświadczenie w konserwacji różnych zabytków. Pracował w różnych projektach: w Tikal, w Yaxha, a kilka late temu także w Nakum. - Konserwował nam wtedy takie gliniane główki - mówi Jarek. - Potem jednak nie mieliśmy pieniędzy, by go zatrudnić, ale w tym roku udało się.

Archeolog Wieslaw Koszkul i konserwator Tono Contreras. Na stole 
oczyszczone już naczynie wydobyte z Grobu 2

Wiesław Koszkul, jeden z szefów Projektu Archeologicznego Nakum, i konserwator Tono Contreras. Przed nimi sklejone przez Tona naczynie wydobyte z Grobu 2

W laboratorium w Santa Elena Tono zajmował się głównie ceramiką z polichromią: kleił ją i konserwował. Jarek jest pełen uznania dla jego umiejętności: - Mieliśmy kilka kawałków naczyń pokrytych hieroglifami, na których była cienka warstwa wytrącenia wapiennego. Bardzo twarda. Niczym nie można było jej zdrapać. Tono zastosował jakieś odczynniki chemiczne, które sprowadzaliśmy mu nawet ze stolicy, bo na miejscu nie można było ich kupić. Usunęły tę warstewkę nie uszkadzając polichromii. Kiedy pokazał nam ten oczyszczony fragment, nie mogłem uwierzyć, że to to samo naczynie. Nie było nawet śladu po tych wytrąceniach wapiennych, a wszystkie glify były widoczne i wyraźne: fragment pióropusza, ręka jakiejś tańczącej postaci.

Fragment talerza pokryty grubą i twardą skorupą wapna (?). Tono 
Careras wszystko to delikatnie i cierpliwie usuwa. Fot. Robert 
Słaboński

To jest jeden z fragmentów talerza pokryty twardą wapienną warstwą. A niżej, na małym zdjęciu oczyszczony kawałek naczynia. 

Ten sam fragment talerza już po oczyszczeniu. Fot. Robert  Słaboński

Jarek chce zatrudnić Tona i w przyszłym roku. - Chcielibyśmy, by zajął się konserwacją tego fryzu, który znaleźliśmy w poprzednim sezonie, i dwóch stel - mówi. - Jedną odkryliśmy także rok temu, a drugą - teraz.

Z ta drugą stelą to ciekawa historia. Nasi archeolodzy pojechali w jeden z weekendów do Nakum. Stela leżała w północnym sektorze. Zupełnie na wierzchu. - Przechodziliśmy koło niej wiele razy, ale nikt jakoś nie zwrócił na nią uwagi – opowiadał Jarek. - Pewnie dlatego, że rozbita jest na co najmniej kilkanaście kawałków. Powiedział nam o niej nasz współpracownik Bernard Hermes. Stwierdził, że kiedyś coś takiego w tym miejscu widział, więc sprawdziliśmy. I znaleźliśmy. Niestety, jest bardzo zniszczona. Ale są na niej ślady glifów. W przyszłym roku chcemy przekopać miejsce w którym leżała, a Tono dokona jej konsolidacji.

Oczszczeanie naczynia. Fot. Robert Słaboński

Robertowi Słabońskiemu tak zaimponowała cierpliwość Tono Carerasa, 
że z upodobaniem fotografowal go wielokrotnie

O Tono Contrerasie mówi tak: - To bardzo pracowity bezproblemowy człowiek. Wykonał tu superrobotę. Teraz rekonstruuje wielkie naczynie, które ma ponad pół metra wysokości.

Tono to także bardzo ciekawy człowiek. W swoim fachu jest wolnym strzelcem. Jednocześnie co jakiś czas zatrudniany jest jako konserwator do różnych projektów archeologicznych. Pracę daje mu niekiedy nawet Instytut Antropologii i Historii Gwatemali, instytucja, która ma w tym kraju monopol na prowadzenie badań i wykopalisk archeologicznych.

Kiedy nie jest wziętym konserwatorem, Tono Contreras mieszka z żoną i ośmiorgiem dzieci w swojej posiadłości w wiosce Las Vinias, gdzie ma dużo ziemi i kilkadziesiąt sztuk bydła. - Ostatnio kupił sobie szczeniaka rottweilera, żeby mu domu pilnował – dodał Jarek.

Robertowi Słabońskiemu tak zaimponowała cierpliwość Tono Contrerasa, że z upodobaniem fotografował go wielokrotnie...

14:26, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2011
O dzielnym stolarzu i życiu w Santa Elena

Pierwsza strona gazety z informacją o przedłużeniu stanu 
wyjątkowego o kolejny miesiąc. Fot. Robert Słaboński

Skype choć trochę ułomny, bo ciągle zanika w nim głos, umożliwił nam wczoraj osobistą rozmowę. Jej uczestnicy: Kasia, Jarek, Robert i ja. Dziś mogę więc przekazać „żywe słowa” od naszych archeologów w Gwatemali, a nie tylko te napisane w mailu. Zdecydowanie taki bezpośredni kontakt bardziej lubię. Bo i dopytać o coś można w każdej chwili, i od razu otrzymać odpowiedź... Bez czekania, którego nie znoszę chyba najbardziej na świecie.

Jarek i Robert od razu poinformowali mnie, że w regionie Peten przedłużony został o miesiąc stan wyjątkowy. Na dowód przysłali pierwszą stronę miejscowej gazety z czołówką, która to obwieszczała.

Kasia z kolei opowiedziała mi, co działo się w Santa Elena, kiedy rozpoczęły się walki wojska i policji z „narcotraficantes”, czyli przemytnikami narkotyków.

- Pierwsze informacje o tym, że tu była taka masakra dostaliśmy z Polski. SMS-ami od rodzin, które  martwiły się o nas. Kupiliśmy więc gazetę i przeczytaliśmy, że na jedną z plantacji napadła właśnie ta grupa narcotraficantes. Szukali właściciela. Nie znaleźli, więc zamordowali wszystkich - piłą łańcuchową. Odcięli głowy. Szczątki podobno leżały wszędzie. Wtedy rząd stwierdził, że trzeba z tym walczyć i wprowadził stan wyjątkowy. Ponoć ludzie, którzy dokonali tej masakry, przyjechali potem do Santa Elena. Z Magdą miałyśmy na żywo relację z tego, co się działo. Kiedy w przerwie pracy wyszłyśmy sobie do pobliskiego sklepu po lody, po drodze zatrzymała nas Amerykanka, jadąca pick upem. Chyba mieszkała w Santa Elena. Powiedziała: „Dziewczyny nie chodźcie w tamtą stronę, bo tam jest „drug activity” i jest niebezpiecznie.” Szybko kupiłyśmy więc tylko lody i wróciłyśmy do bazy. Krótko potem usłyszałyśmy strzały. Całe serie. Stan takiego podwyższonego ryzyka trwał w mieście około tydzień. Baliśmy się wychodzić. Wszędzie pełno było wojska, nad domami latały wojskowe helikoptery. Nie wystawialiśmy więc nosa za drzwi. Dlatego byliśmy bezpieczni. Teraz część mieszkańców miasteczka uważa, że to nie byli ci ludzie, którzy dokonali tej masakry, tylko jakaś zupełnie inna grupa. Zginęły dwie czy trzy osoby.Wiesław Koszkul i Tono Contreras podczas oczyszczania naczynia z 
Grobu 2

Wiesław Koszkul i Tono Contreras a przed nimi naczynie z Grobu 2, które będzie przez Tono oczyszczane i konserwowane

Jarek dodał: - Działa tu organizacja terrorystyczna Zetas. Skupia głównie Meksykanów. Koncentruje się na biznesie narkotykowym i kontroluje teren od Ameryki Południowej po Stany Zjednoczone. Walczy z konkurencją i z policją. Podobno gwatemalscy narcotraficantes ukradli im duży transport kokainy. Odpowiedzialny za to miał być właściciel tej finki, czyli plantacji. Podobno ci z Zeta przekroczyli granicę meksykańsko-gwatemalską 12 samochodami z 50 ludźmi i pojechali prosto do tej posiadłości. Ale tam byli tylko jego pracownicy, więc wszystkich zamordowali.

Aż trudno sobie wyobrazić, że w takich warunkach archeolodzy potrafili zorganizować sobie bazę. - Mamy tam stale wynajęty tylko jeden mały domek. Ale łącznie z gwatemalskimi archeologami i studentami pracowało tam nawet 13 osób. Trzeba było wynająć jeszcze jeden dom. Po sąsiedzku – opisywał warunki życia w Santa Elena Jarek. - W jednym powstała pracownia z zabytkami i naszym sprzętem archeologicznym, a w drugim sypialnie i kuchnia.

Jarek z uznaniem opowiadał, że w meblowaniu laboratorium nieoceniony okazał się Marcin Bartoszek: - Stwierdził, że jeśli dostanie deski i drewniane belki, zrobi do laboratorium meble. Jednego dnia rozrysował je i dał listę potrzebnych mu rzeczy. Następnego je otrzymał, a potem tylko stukał i piłował. Nikt z nas chyba nie wierzył, że mu się uda. A jednak... W trzy, czy cztery dni dzięki niemu powstało piękne pomieszczenie z półkami, na których można było ułożyć ponad sto drewnianych skrzynek z zabytkowym materiałem.

Wcześniej te zabytki przechowywane były w 50-litrowych workach. - Trudno było po nie sięgać – dodała Kasia.

Marcin, który nieoczekiwanie objawił swe niezwykłe talenty stolarskie, był w pierwszej turze osób, które wraz z Wiesławem Koszkulem (razem z Jarkiem szefują ekspedycjom w Gwatemali) zjechała do Santa Elena. Razem z nim były jeszcze: Kasia Radnicka i studentki Religa i Magdalena Rusek.

Zdjęcia: Robert Słaboński i Projekt Archeologiczny Nakum

23:58, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Mało atrakcyjna „laborka”?

Nasi majolodzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego skupili się w tym roku głównie na opracowaniu tego, co odkryli do tej pory, a nie mieli czasu, by dokładnie zbadać, opisać i poddać konserwacji.

Ceramolodzy Bernard Hermes i Juan Luis Velasquez pracują w laboratorium z gwatemalskimi studentami. Fot. Robert Słaboński

Ceramolodzy Bernard Hermes i Juan Luis Velasquez pracują w laboratorium z gwatemalskimi studentami

 Fot. Robert SłabońskiKilka dni temu Jarek napisał mi tak:

Najpierw w kwietniu przyjechały do Gwatemali Katarzyna Radnicka i Magdalena Rusek. Analizowały jeszcze materiały z naszego grobowca znajdujące się w Muzeum Archeologicznym w Gwatemali. Głównie jadeity, które Magda opracowuje do swojej pracy magisterskiej. Potem - lądem – dotarła do nich dwójka innych studentów: Joanna Religa i Marcin Bartoszek, którzy wcześniej zwiedzali Meksyk. Wiesiek Koszkul przyleciał pod koniec kwietnia. Po zorganizowaniu bazy z początkiem maja ruszyły prace nad opracowaniem materiałów. Pracowaliśmy od poniedziałku do soboty włącznie, a w niedziele zwiedzaliśmy sąsiednie stanowiska.”

Konserwator Tono Contreras w trakcie oczyszczania fragmentów talerza, którego brzeg ozdobiony jest tekstem glificznym. Fot. Robert Słaboński

Konserwator Tono Contreras w trakcie oczyszczania fragmentów talerza, którego brzeg ozdobiony jest tekstem glificznym

 Fot. Robert SłabońskiJarek przyleciał do Gwatemali w połowie maja. Robert Słaboński, którego zdjęcia będziecie tu podziwiać, dotarł tydzień później. Z polskiej ekipy w Santa Elena została teraz trójka: Robert, Kasia i Jarek. Będą działać do końca czerwca. Wszyscy inni kilka dni temu wrócili do Polski.

Trzyosobową ekipę z Polski zasilają gwatemalscy współpracownicy: Bernard Hermes i Juan Luis Velasquez, którzy są znakomitymi znawcami ceramiki Majów, Antonio Contreras, konserwator, i Breitner Gonzalez, architekt pracujący nad trójwymiarowymi rekonstrukcjami badanych przez naszych archeologów budowli.

Jarek o pracy w laboratorium w Santa Elena napisał: Wiem, że praca w laborce to niezbyt przebojowy temat, ale może coś da się z tego sklecić.” Rozumiem te wątpliwości, bo dziennikarze z reguły takimi rzeczami interesują się mniej, jeśli nie wcale. Tylko że mnie ciekawi wszystko, co robią archeolodzy. A od kwietnia zrobili już wiele ciekawych rzeczy. Oto, co wyliczył mi Jarek: * dokumentacja prekolumbijskich graffiti z Nakum i Yaxha, do której zdjęcia w podczerwieni zrobił Robert. Jarek zapewnia, że widać na nich więcej niż na normalnych fotografiach; * odwiedziny na stanowisku Poza Maya, leżącym obok Nakum, które zostało strasznie splądrowane przez rabusiów, i w którym w przyszłości planują rozpocząć badania archeologiczne. „Niektóre wkopy rabunkowe zniszczyły niemal w połowie lub w jednej trzeciej piramidy. Budowle zostały wręcz rozebrane” - napisał; * poza tym w laborce Robert porobił dużo wspaniałych zdjęć zwłaszcza ceramiki.

Jarek Źrałka (pierwszy z lewej) z gwatemalskimi ceramologami - Bernardem Hermesem i Juanem Luisem Velasquezem. Fot. Robert Słaboński

Jarek Źrałka (pierwszy z lewej) z gwatemalskimi ceramologami - Bernardem Hermesem i Juanem Luisem Velasquezem

Próbkę tych fotografii prezentuję dziś, ale na dokładne opisy (także osób) musimy cierpliwie poczekać... Mam problem z łączeniem się z Gwatemalą, a potrzebne mi są wyjaśnienia osób bieglejszych w tych kwestiach. Na przykład Roberta właśnie, autora zdjęć. Spójrzcie choćby na jego eksperyment z piramidą...

Tu mamy piramide w naturze, czyli taką, jakie widzi ją ludzkie oko... Fot. Robert Słaboński

Tu mamy piramidę w naturze, czyli taką, jak ją widzi ludzkie oko...

Fot. Robert SłabońskiFot. Robert Słaboński

Fot. Robert SłabońskiFot. Robert Słaboński

...a wyżej eksperymenty Roberta, dzięki którym archeolodzy więcej widzą...

Zdjęcia: Robert Słaboński

21:15, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
Jak nie Pacaya to wojna mafii narkotykowych

Kiedy rok temu rozpoczynałam blog o Nakum i pracujących w tam krakowskich archeologach, dr Jarosław Źrałka, jeden z szefów Projektu Nakum, dotarł do miasta Gwatemala akurat wtedy, kiedy wybuchł wulkan Pacaya. Z nieba zamiast deszczu leciał czarny piasek i popiół – pisał mi. Sytuacja była poważna, więc prezydent Gwatemali ogłosił stan klęski żywiołowej.

Fot. Robert Słaboński

Tym razem natura oszczędziła naszym archeologom dodatkowych atrakcji, ale ludzie... nie. Oto niesamowity e-mail od Jarka, którego napisał mi dwa dni temu:

Fot. Robert Słaboński

Fot. Robert Słaboński„Jesteśmy od jakiegoś czasu w Gwatemali i już od kilku tygodni pracujemy nad materiałem z naszych wykopalisk sporządzając m.in. inwentarze, analizując ceramikę oraz rysując najważniejsze zabytki. Praca posuwa się do przodu mimo problemów politycznych jakie ogarnęły Peten, gdzie tuż po moim przylocie wprowadzono stan wyjątkowy ze względu na walki karteli narkotykowych z Meksyku i Gwatemali.

W Peten zamordowano 27 osób w jednej z finek (czyli posiadłości - jg), należącej do lokalnego bossa narkotykowego. Poszukiwali go Meksykanie. Podobno Gwatemalczycy ukradli im transport kokainy warty miliony dolarów. Ponieważ w fince go nie znaleźli, zabili jego ludzi (w tym kobiety i dzieci), którym ucięli głowy piłą spalinową. Na ścianie napisali ostrzeżenie ludzką krwią.

Po tym wydarzeniu prezydent wprowadził stan wyjątkowy w północnej Gwatemali. Część zabójców ukryła się w Santa Elena, gdzie przez dwa dni trwały walki wojska i policji z przemytnikami. Ja wtedy utknąłem w stolicy i nie mogłem dostać się do Santa Elena, a reszta ekipy siedziała w obozie nigdzie się nie ruszając. W pobliżu bazy było tylko słychać strzały. Sytuacja ostatnio na szczęście się uspokoiła i jest już bezpieczniej.”

Bernard Hermes i Juan Luis Velasquez, ceramolodzy, przy pracy. Fot. Robert Słaboński

Bernard Hermes i Juan Luis Velasquez, ceramolodzy, przy pracy

Tak oto zaczynamy tegoroczne relacje z prac krakowskich archeologów w Gwatemali. Następna notka będzie mniej sensacyjna, ale nie mniej ciekawa...

Zdjęcia: Robert Słaboński

23:04, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3